Obserwatorzy

środa, 18 września 2019

Podsumowanie maratonu

"Maraton to taki półmaraton tylko przebiegnęty dwa razy" - och, jak bardzo się myliłem w swoim wyobrażeniu o przebiegnięciu tego trudnego dystansu.


Półmaraton przebiegłem z tylko dwumiesięcznym przygotowaniem i to w bardzo szybkim tempie. Nic dziwnego, że moja pewność siebie, przed "czterdziestką" była niepotrzebnie zawyżona.

W maratońskim  biegu wszystko szło powoli i jak trzeba.
Rozpocząłem z wolnego tempa ok. 6min/km, aby nie dać się porwać tłumowi. Chciałem oszczędzać siły bo przecież maraton to nie jest jakaś popierdółka, tylko prawie 4h wysiłku dla organizmu. Z biegiem kilometrów czułem się coraz lepiej. Ustaliłem tempo na poziomie 5min/km, dzięki czemu podczas biegu marzył mi się czas 3h40min. 

Przebiegnięcie "półówki" trasy zajęło mi 1h 55min, ale liczyłem na podkręcenie tempa w drugim etapie wyścigu.
Muszę przyznać, że pod względem energetycznym byłem dobrze przygotowany, ponieważ nabicie energii węglami pozwoliło mi na przebiegnięcie całego maratonu bez "zderzenie ze ścianą". Trzydzieste kilometry mijały a ja byłem zadowolony z dobrze wykonanej pracy. 
Niestety na 38 km słabo wyćwiczone mięśnie dały się we znaki. Poczułem skurcze mięśni czworogłowych uda i nie byłem pewny czy zdołam dobiec do linii mety. Zmniejszyłem swoje i tak już nieco osłabione tempo z 5:30 na 6:00-6:30, aby bez szwanku ukończyć dzisiejszą potyczkę. Dobiegnięcia bez zatrzymania nie udało mi się zrealizować, ponieważ dwukrotnie musiałem zatrzymać się, aby rozciągnąć przemęczone i pospinane mięśnie nóg. Mimo to maraton ukończyłem w czasie 3h 55min, z czego biorąc pod uwagę przygotowanie jestem dość zadowolony. Moim kolejnym celem będzie Korona Maratonów Polskich. Więcej informacji możecie znaleźć w  tym linku. Widzimy się w kolejnym poście.

Do zobaczenia,
Bye.



poniedziałek, 16 września 2019

Plany na rozpoczęcie roku szkolnego

Wakacje szybko mijają i zanim się zdążymy obejrzeć już przychodzi nam postawić pierwsze kroki w szkole. Co prawda studenci, tak jak ja, mają czas do końca września, ale ta data także nie wydaje się dość odległa.
No ale nie ma co się smucić, bo rok szkolny wcale nie jest taki zły ;) W tym poście przedstawię wam moje "ambitne" plany, w jaki sposób zamierzam wystrzelić w tym roku szkolnym i zacząć ogarniać życie :D



- robić notatki z każdego wykładu - wiem, że to coroczna zmora studentów, ale mam nadzieję na znalezienie trochę czasu również po szkole na ogarnięcie wszystkich informacji z uczelni. Nie będę przepisywał wszystkiego jak leci, tylko najważniejsze informacje. Moje zeszyty z zeszłego semestru powinny do tego wystarczyć. Będę analizował po każdej lekcji zapisane notatki oraz zawsze w sobotę rano po nauce programowania zrobię podsumowanie tygodnia w szkole. Przynajmniej taki mam zamiar. Zobaczę jak to się spisze w praktyce :D

- założyć swój własny dziennik - chciałbym rozpocząć lepiej organizować swoje cele oraz swój czas. Codziennie co prawda planuje następny dzień w google Calendar, ale sądzę że dziennik pomógłby mi lepiej to wszystko ogarnąć. Link do wpisu, który mnie zmotywował tutaj.

- zacząć liczyć kalorie - Jesień i zima to dobry okres na nabranie masy mięśniowej, więc od października zaczynam przyjmować trochę więcej kalorii, niż potrzebuje mój organizm.
 Z tego względu zacznę na pułapie 3000kcal i będę stopniowo regulował kalorie, aby znaleźć idealny wyznacznik do nabierania masy mięśniowej.

- regularnie chodzić na siłownię - teraz miałem trochę odpoczynku od niej, ze względu na maraton oraz wcześniej wakacje w Chorwacji. Czas powrócić do regularnych ćwiczeń. Plan lekcji mam ułożony, aby na okienkach wychodzić razem z kolegą na siłownię w poniedziałek, środę i czwartek. W sobotę zjeżdzam do domu i w tym dniu także pójdę na siłownię z innym kolegą z mojej wioski. Jak idziemy z kimś zawsze łatwiej o regularność ;)

- Poranny priorytet: uczyć się programowania - zawsze od razu po wstaniu rano (nawet gdy będę miał zajęcia na 7:30) będę się starał odpalać kursy programowania. Zaczynam od poradników na youtube do HTML. Gostek z kanału Pasja informatyki bardzo dobrze tłumaczy i zamierzam przerobić rano zawsze jedną lekcje. Do tej pory moim porannym priorytetem była nauka angielskiego, ale ze względu na zajęcia angielskiego w szkole oraz to, że zacząłem oglądać seriale z angielskimi napisami mój priorytet uległ zmianie. Stworzę też oddzielny post jak ja uczę się języka obcego.

- poświęcić więcej czasu dla znajomych - z tym akurat nie będzie problemu ;) Cały zeszły rok siedziałem w czterech kątach i zakuwałem do egzaminów. Teraz wychodzę z podejściem, że szkoła to nie wszystko, w zasadzie ten papierek na nic się nie zda, jeśli nie będę szukał samemu zatrudnienia i  nabierania doświadczenia w innych firmach. Więc po co marnować cały czas nad książkami? Studia to najlepszy okres w życiu (podobno), więc trzeba z tego korzystać :D

Do zobaczenia,
Bye






niedziela, 8 września 2019

Na ostatniej prostej przed Maratonem

Do mojego maratonu pozostał mi zaledwie tydzień. Jest to okres, w którym muszę się przygotować jak najlepiej pod względem energetycznym i psychicznym do biegu. Bardzo wiele wysiłku związanego z treningami mam już za sobą. Ten tydzień muszę przeznaczyć na zwiększenie podaży węgli, aby starczyło mi na cały bieg. 




We wtorek i środę ustaliłem z jednym z moich doradców, że wyzbędę się węglowodanów, po to aby trzy dni przed startem (czwartek, piątek, sobota) zjeść jak największą ich ilość, aby być nabitym na bieg. 

Półmaraton pobiegłem w zaskakująco szybkim tempie 4'30/km, ale z maratonem nie będzie tak różowo. Wydaję mi się, że za mało pracowałem z opaską podającą tętno i właśnie wspomniane wyżej tempo, ponieważ mój telefon ma zepsuty GPS i jakoś nie widziałem potrzeby pożyczania smartfona od kogoś innego. Z tego względu nie wiem z jakim dokładnie tempem powinienem przebiec cały maraton.
Według kalkulatora 4'30/km z półmaratonu przekłada się na 5'15/km na maratonie, ale to nie jest do końca miarodajne. Moim priorytetem jest zdobycie doświadczenia i przebiegnięcie maratonu w 4 godziny. Wydaję się to dość wygórowane, ale póki co nie mam potrzeby ustalania czasu co do minuty, ponieważ w debiucie muszę wyznaczyć sobie jakiś pułap, który potem konsekwentnie będę starał się pobić.



Czy myślę, że jestem przygotowany? Niestety nie do końca. Szczególnie boli mnie to, że najdłuższy trening jaki przebiegłem to dystans półmaratonu, gdzie powinienem chociaż raz przebiec 30km jednostajnym tempem. 

Wiem, że byłbym w stanie to zrobić, ale niestety mój wadliwy telefon skutecznie to uniemożliwił. Poza tym, mogę stwierdzić, że trenowałem konsekwentnie 3 razy w tygodniu, ale nie czuję się lepiej wybiegany, niż podczas półmaratonowego startu. Możliwe, że zawody to jest inna bajka i dzięki rywalizacji z innymi potrafimy wykrzesać z siebie maksimum, które daje nam tak dobry czas. 

Na półmaraton przygotowywałem się tylko miesiąc, a do tego wyścigu aż trzy, więc różnica powinna być zauważalna. Biegnę z osobami, które podały czas 3:21-3:40 w którym zamierzają dobiec na linię mety. Więc teoretycznie 3:40 powiniennem złamać, ale nigdy się nie wie jak startuje się pierwszy raz.

Podczas biegu będę starał się uczepić pacemakera, żeby ciągle trzymać się  miarę jednostajnego tempa. 
Zakupiłem również żele energetyczne, ale z tego względu, że nie pobiegnę już tak długich tras to chyba całkowicie z tego pomysłu zrezygnuję. 

Ostatnie treningi mam wyznaczone na poniedziałek i środę. Później już tylko zapychanie węglami i regeneracja. Zobaczymy co przyniesie los, ale jestem mocno podekscytowany i też lekko zestresowany przed biegiem. Na szczęscie jedyne oczekiwania jakie ktoś przede mną ma - to ja przed sobą samym :]

To tyle w dzisiejszym wpisie, trzymajcie się i do zobaczenia w następnym poście ;]




P.S. Jak wam się podobają medale? Dla mnie to słabizna straszna, że tak naprawdę medal za maraton to składowa medalu za półmaraton i maraton Wrocławski. Medal za półmaraton można połączyć wraz z medalem za Maraton, szkoda że nie każdy takowy biegnie :/ Więcej znajdziecie Tutaj

Bye.

czwartek, 5 września 2019

Tanie podróżowanie, czyli ile wyniosły mnie wakacje w Chorwacji




Wakacje w Chorwacji udało nam się zorganizować naprawdę tanim kosztem. Nie mówię tutaj o żadnym skąpieniu, czy odmawianiu sobie jakiś atrakcji, ale raczej o racjonalnym podejściu i nie wyrzucaniu pieniędzy gdzie popadnie. Własna organizacja pozwala zaoszczędzić z pewnością kilkaset złotych, ponieważ żaden pośrednik nie musi na nas zarobić. 

Wraz z całą ekipą zbieraliśmy paragony i podsumowaliśmy cały wyjazd 3 dni temu. Żeby się rozliczyć zsumowaliśmy wszystkie wydatki razem i podzieliliśmy przez liczbę składających się osób. Jeżeli średnia wyniosła np. 300zł, a ja wydałem ze swojej kieszeni 100zł, musiałem dołożyć do puli 200zł. Moją włożoną sumę zgarniała osoba, która wydała więcej niż średnia (np. Szwagier wydał 400zł - dostawał ode mnie 100zł, a pozostała kasa szła do jeszcze kogoś innego).
To był tylko przykład, ale u nas wyszło, że średnia wyniosła 327zł (każdy poniósł taki koszt za osobę)
Także uważam, że wyszło mega tanio, jak za cały tydzień na przeżycie i zobaczenie masy atrakcji. 

Poniżej podsumuję dokładnie wszystkie wydatki przeliczone na jedną osobę:

  • 327zł: jedzenie, bilety na jeziora plitwickie i tramwaj wodny (zsumowane paragony na osobę)
  • 384zł: paliwo, bramki  oraz winiety,
  • 498zł: wynajęcie mieszkania na 7 nocy
  • 50zł: pamiątki (zarówno magnesy jak i alkohole) 
  • 100zł: jedzenie na własną rękę

= 1359 zł




Oczywiście jest to dość uśredniona kwota, ale mogę powiedzieć, że z pewnością zmieściłem się
w 1400zł. Nigdzie nie znajdziecie tak taniej wycieczki, ale co kierowcy musieli zdzierżyć to niestety już ich wysiłek. Ważne, że wszystko dobrze się skończyło i każdy w spokoju mógł powrócić do normalnego życia. 



P.S. Następny event, który dla mnie się szykuje to szkolenia liderów oraz wypad do Karpacza, ale o tym już w kolejnych wpisach.


Do zobaczenia,
 Bye




wtorek, 3 września 2019

Podsumowanie najlepszych wakacji w życiu






Tygodniowa wyprawa na Chorwację okazała się bardzo ciekawym doświadczeniem i przyniosła mi naprawdę mnóstwo frajdy ;D

Była to moja pierwsza wycieczka po pięknych skalistych wybrzeżach i kamiennych plażach.
 Morze było tu naprawdę czyste (ale też słone ;D ).
Największą atrakcją była dla mnie podmorska podróż w poszukiwaniu coraz to nowych rybek oraz innych form przyrody. Niestety muszelek nie udało mi się uzbierać, ale może słabo szukałem ;D

Mimo, że wycieczka była przemyślana dość nieszablonowo, czyli żadna atrakcja nie była przydzielona do dniu pobytu, udało nam się wszystkie cele zrealizować.

Podróżowałem samochodem wraz ze starszym kuzynem, który zabrał także swoją siedmiomiesięczną córeczkę. Ania była maskotką całej wycieczki ;D Co ciekawe to nie ona przysporzyła nam największych problemów podczas jazdy. 
Największym kłopotem okazało się zmęczenie kierowców, ponieważ jazda przez 1000 km nie jest ani do końca bezpieczna, ani dobra dla komfortu kierującego. Mój kuzyn zmienił się wraz z żoną, jednak kierowca drugiego samochodu - Szwagier postanowił samodzielnie przebrnąć tą niebagatelną trasę, co było niesamowicie dla niego wyczerpujące. Z tego też powodu dzień od razu po przybyciu poświęciliśmy na wypoczynek i zbieranie siły na zwiedzanie malowniczej Chorwacji.




DZIEŃ 1.
Poświęciliśmy go, na regenarację po podróży. Tak napawdę nie tylko kierowcy byli zmęczeni i każdy potrzebował chwili relaksu. Poszliśmy też na 'pobliską' plażę, od której dzielił nas tylko kilometr. Okazało się, że wszystkie ulice są tu położone niezwykle wysoko względem morza, przez co powrót pod górkę do naszego mieszkania okazał się dla wszystkich dużą udręką. Ja tam widziałem w tym pozytyw w postaci spalonych kalorii, ale nie każdemu chce się tyle męczyć, szczególnie z wózkiem ;]


DZIEŃ 2.
Następną dobę poświęciliśmy na poznanie miejscowej plaży oraz podróż samochodem na wyspę Krk, a dokładniej do miejscowości Baśka. Plaża była tam z pewnością bardziej turystyczna, od naszego miejsca pobytu, ale niczym szczególnym mnie nie ujęła. Wróciliśmy więc nad swoją plażę, gdzie spędziliśmy ostatnie godziny wieczorne pływając w słonych wodach adriatyku.


DZIEŃ 3.
Ten dzień spędziliśmy głównie włócząc się po plaży i po miejscowych knajpach. Znaleźliśmy bardzo przytulną miejscówkę na trawniku blisko plaży, do której powracaliśmy w następnych dniach. Wieczorem poszliśmy wcześnie spać, aby być wypoczętym na jutrzejszą podróż.

DZIEŃ 4.
Od 6;00 rozpoczęliśmy naszą drogę do Wenecji. Wyjazd w jedną stronę trwał około 4 godziny, ale Ania dzielnie zniosła trudy takiej podróży. Po dotarciu na miejsce byliśmy oszołomieni komunikacją w tym mieście. Istniał tu tylko ruch morski. Musieliśmy pozostawić nasze samochody w dość dużej odległości od miejsca, z którego zaczęliśmy zwiedzanie. Pierwszą atrakcją było przepłynięcie tramwajem wodnym, co było ekstra przeżyciem. Co prawda nie poszliśmy na podróż gondolą, ale samą wycieczkę zapamiętam bardzo dobrze. Poruszanie się po wąskich ulicach Wenecji ma swój urok. Wszędzie pełno mostów. Natrzaskaliśmy masę zdjęć, więc na pewno będzie co oglądać. Już w tej chwili zaczynam montować film z naszego wypadu, może coś konkretnego z tego wyjdzie. 
W drodze powrotnej stanęliśmy zakosztować włoskiej pizzy. Była pyszna, ale też zawsze chciałem zjeść włoską pizzę bezpośrednio we Włoszech. Marzenie spełnione ;D 

DZIEŃ 5.
Od samego rana leniuchowaliśmy jeszcze po ciężkiej wczorajszej podróży. Bilety na Jeziora Plitwickie zamówiliśmy online, ponieważ przyjeżdżając na miejsce jest wysokie prawdopodobieństwo, że braknie miejsc. Kupiliśmy wejściówki po godzinie 16;00, bo były dużo tańsze, a wraz z dzieckiem nie mieliśmy możliwości na długie spacerowanie.
Niestety zabranie Ani do tego pięknego miejsca nie było dobrym pomysłem. Trasa w ogóle nie była przystosowana do wózka, którego mieliśmy zamiar użyć. Później przyszedł pomysł, że będziemy dzidziusia brać po kolei na rękach, jednak para ostatecznie zrezygnowała. Okazało się to dobrym rozwiązaniem, bo podróż po krainie malowniczych jezior wcale nie była bezpieczna.
Przejścia wąskimi trasami między jeziorami, bez jakiejkolwiek barierki wydawają mi się totalnie niedorzeczne. Nie wspominając o podejściach gdzie jedno podwinięcie nogi mogło spowodować upadek z wysokości, po której z pewnością trzebaby było wzywać karetkę.
Dobra koniec narzekania ;D Czas opowiedzieć o tych pozytywnych stronach.
Byliśmy na trasie E, która zakładała 2h podróży, przepłynięcie łódką oraz powrót busem w okolicach początku trasy. Zdjęć i filmików natrzaskaliśmy dość sporo, ale to też ze względu na piękno widoków wokół nas. Malownicze wodospady i krystaliczne jeziora, z których bił blask świecącego słońca na długo pozostaną w mojej pamięci. Na pewno było warto tutaj przyjechać. Szkoda tylko, że nie wszyscy nasi kompani mieli taką możliwość. No ale najważniejszy punkt - czyli Wenecję, zobaczyli czyli na pewno nie będą zawiedzeni ;D

DZIEŃ 6.
Tego dnia bezwstydnie powiem, że relaksowaliśmy się przy dużej dawce napojów alkoholowych ;D
Kierowcy musieli trochę odreagować podróże i do końca naszego pobytu już nigdzie się nie ruszaliśmy prócz pobliskiego Lidla. Ten sklep, wraz z chorwackim Konzumem stanowiły nasze punkty spożywcze przez całe nasze wakacje. Ceny były trochę wyższe niż w Polsce - szczególnie mięso, ale jednak Kuna to nie Euro, więc i tak na sklepy spożywcze nie wydaliśmy dużo gotówki.

DZIEŃ 7.
W naszym ostatnim dniu nad Adriatykiem plażowaliśmy i wygrzewaliśmy się po raz ostatni w Chorwackim Słońcu. Każdy z nas przyniósł trochę ciemniejszą opaleniznę, co z pewnością cieszy. Prócz leżakowania, spędziliśmy też dużo czasu w wodzie i ostatecznie musieliśmy pożegnać się z pięknym morzem, do którego będzie nam mam nadzieję dane wrócić. Wakacje były piękne i na pewno dostarczą nam masę wspomnień. Koniec końców o 22:00 mieliśmy mało wrażeń i poszliśmy "na miasto" dostarczyć sobie więcej rozrywki. Szkoda, że dopiero w szóstym dniu odkryliśmy jak Novi Vinodolski żyje nocą. Zupełnie jak Wrocław :D Przechadzka była bardzo udana i o 1:00 położyliśmy się spać.

DZIEŃ 8.
Powrót do domu rozpoczęliśmy o godzinie 3;00. Jak zwykle dziecko nie sprawiało większych problemów, toteż wszystkie granice udało nam się dosyć szybko przeskoczyć. Trochę pogubiliśmy się na trasie, co skutkowało dodatkowymi kilometrami do przebycia. Najgorzej było wytrzymać kierowcom, bo Szwagier jechał około 16 godzin - oczywiście z przerwami. Najdłuższa wyszła nam na polskiego McDonalda i był to chyba najprzyjemniejszy punkt powrotny wycieczki. Na parkingu spotkaliśmy też zagranicznego handlarza, który wciskał nam noże warte 109 euro za cenę 130zł. Ostatecznie zszedł do dwóch dych, ale na dychę nie chciał się zgodzić :D Jak my mogliśmy zaprzepaścić taką okazję :D
Koniec wycieczki zamknęliśmy u mojego kuzyna na poczęstunku i opowieściach o naszych wakacjach.




Było super i za rok wybierzemy się pewni w inne, ale równie ciekawe miejsce, aby poznać różnorodne kultury kontynentu europejskiego. Póki co trzeba przygotować się na szkołę, która dla niektórych już się rozpoczęła. 

P.S. Jeszcze jedna wycieczka przede mną w dniach 28-29 września do Karpacza. Jedziemy pobyć  trochę ze znajomymi, ale również mamy w planach zdobycie Śnieżki. Zobaczymy jak ten weekendzik będzie wyglądał :D

Do zobaczenia,
Bye.








czwartek, 29 sierpnia 2019

10 sprawdzonych sposobów na nudę




W naszym życiu często jesteśmy zabiegani i nie potrafimy znaleźć czasu na rzeczy, które są dla nas ważne. Jeżeli dobrze zaplanujemy nasz dzień, nie powinno w nim być czasu na nudę.  Wbrew pozorom nuda też czasem jest potrzebna, żeby trochę dać odetchnąć organizmowi w codziennym tempie pracy.

Jakie ja mam sposoby na nudę? Przygotowałem listę 10 sposobów na tego typu sytuację:

  1. wysprzątaj mieszkanie – często nie mamy na to czasu, a nigdy nie wiadomo czy jakiś niespodziewany gość nie zapuka dzisiaj do naszego domu. Co więcej ogarnięcie mieszkania daje swego rodzaju spełnienie z dobrze wykonanej roboty i niezmarnowania czasu, co jeszcze bardziej napędza do kolejnych działań,
    -
  2. - idź pobiegaj – brzmi banalnie, ale bieganie niesie za sobą bardzo wiele pozytywnych skutków. Należą do nich m.in. mniejsze ryzyko zachorowania na choroby nowotworowe, zwiększenie wydolności organizmu, czy spalanie zbędnych kalorii.
  3. - zdrzemnij się – nie zawsze znajdujemy czas na odpowiednią higienę snu, a czasem nawet 15 minutowa drzemka daje nam kopa energetycznego, by mieć siły na pozostałą część dnia,
  4. - zrób listę celów na następny miesiąc – dla większości idealnym podsumowaniem jest cały rok, ale dla mnie miesiąc też może być całkiem ciekawy. Ja swoje sierpniowe cele udostępniłem w tym wpisie, najwyższa pora żebyś i ty się nimi podzielił.

  5. - zabierz się za czytanie książki – to niesamowicie ubogaca. U mnie najcięższym momentem jest rozpoczęcie czytania, później mogę tylko sobie podziękować, że zacząłem czytać. Oczywiście mówie tutaj o dobrych książkach (teraz jestem na książce Bogaty ojciec, biedny ojciec Roberta Kiyosaki.

  6. - pomedytuj – to naprawdę bardzo istotne, by zrelaksować się w ten sposób choćby 5 min dziennie. Badania wykazują, że przynosi to duże korzyści w zniwelowaniu stresu i napięcia. Na pewno pojawi się z tym tematem u mnie stosowny post,

  7. - naucz się grać na instrumencie – ja dopiero zamierzam zapisać się na grę w orkiestrze dętej w mojej miejscowości. Oczywiście dla was lepszym rozwiązaniem mogą być nagrania na youtube. Ważne żeby zacząć. Ja planuję już w najbliższy piątek, a ty?

  8. - uporządkuj komputer – mam na myśli tutaj pulpit, foldery oraz przestrzeń dyskową. Ja staram się to raczej robić w miarę na bieżąco, ale też nie zawsze jest na to czas.

  9. - policz finanse – gorąc o polecam porady Michała Szafrańskiego odnośnie zaplanowania budżetu domowego. Tutaj znajdziecie listę wielu artykułów, które wam w tym pomogą.
    -
  10. - zacznij czytać nowego bloga – bądź załóż swój  własny 😉 Tworzenie bloga niezwykle ubogaca i pozwala lepiej uporządkować myśli


To tyle z moich sprawdzonych metod na pozbycie się leniuchowania i zabrania za coś pożytecznego.
A wy jakie macie sprawdzone sposoby na nudę? Koniecznie podzielcie się w komentarzu.
Do zobaczenia,
Bye

piątek, 16 sierpnia 2019

Przerwa na wakacje - wyjazd na Chorwacje


W tym poście krótko podsumuje moją ekscytację związaną z planowaną podróżą do Chorwacji.
Ogólnie wcześniej nigdy nie byłem typem podróżnika, ale mam nadzieję, że to się zmieni. W mojej rodzinie jeździliśmy na wakacje średnio raz na 5 lat, gdy byłem młodszy. Teraz zdecydowanie to uległo zmianie.

Wyjeżdżam na wczasy najczęściej z moją siostrą i kuzynostwem, nie inaczej jest tym razem.
Mój szwagier ogarnął całą tą wycieczkę - włącznie z winietami, postojami i atrakcjami na cały pobyt, ja nie musiałem się w ogóle wysilać. Mimo to jestem mega podjarany myślą o zbliżającym się wyjeździe.

Paradoksalnie za granicą byłem tylko raz w życiu - w tym roku na wycieczce harcerskiej na Litwie.
Oczywiście harcerzem nie jestem, ale udało mi się po znajomości tam pojechać i w dodatku w bardzo atrakcyjnej cenie. Wyjazd na Chorwację to trochę inna bajka podejrzewam i mam nadzieję, że się nie przeliczę :D

W planie mamy też m.in. przystanek w Wenecji więc podejrzewam, że będzie ekstra. Prócz tego jest jeszcze opcja wycieczki na jeziora pitvickie (wstęp 150zł od osoby więc dość dużo). Ogólnie całość ma wyjść jak najmniejszym kosztem i myślę, że zmieścimy się w 1500zł. Za dwa tygodnie powiem wam jak poszło i czy było warto :D W każdym razie raczej przez najbliższe 14 dni więcej postów tutaj nie udostępnie, bo czas pokorzystać z wakacji. Do zobaczenia później.



Bye :D

środa, 14 sierpnia 2019

Maraton Wrocławski


Swoją przygodę z bieganiem rozpocząłem już jak każdy dzieciak od najmłodszych lat w pogoni za piłką (teraz to może mniej spotykane). Nigdy nie trenowałem na "zawody", gdy nauczyciele zapisywali mnie na nie w podstawówce, gimnazjum czy liceum. Po prostu nie chciało mi się tego robić. Ale od zeszłego roku moje życie się dość drastycznie zmieniło, zarówno biorąc pod uwagę naukę w szkole, jak i realizację swoich marzeń.

Na początku 2019  zapisałem się na półmaraton Ostrzeszowski, w którym pobiegłem siódmego kwietnia.
Przygotowywanie nie trwało zbyt długo, ale wcześniej już miałem dość przyzwoitą kondycję,
ze względu na mój wysoki ruch w trakcie tygodnia
(grałem w kadrze wydziałowej piłki nożnej oraz w miejscowej drużynie B klasy Masovia Kraszewice).

Najlepsze efekty dawały mi treningi na bieżni, ponieważ na świeżym powietrzu nie miałem żadnego porządniejszego sprzętu, który skrupulatnie wyliczyłby mi tempo i przebiegnięty dystans.

Gdy przyszedł dzień startu byłem już gotowy. W moim uszach rozbrzmiewał puszczony w pętli album Linkin Park (do tej pory słucham go na okrągło :D ), a ja byłem gotowy podjąć wyzwanie.

Wyczytane w internetach porady bardzo mi się przydały. Głównie chodziło o ładowanie węglowodanów (aby nie spotkać się z tak zwaną "ścianą" na połowie dystansu) oraz ciągłe trzymanie tempa (aby nie spuchnąć na dziesiątym kilometrze).
Również pomogło mi biegnięcie równo z jednym z zawodników, którego na koniec udało mi się jeszcze  wyprzedzić.

Wynik bardzo mnie zadowolił, bo uzyskałem 1h 35 min na odcinku 21 km, co daje prawie 4min 30sekund na każdy kilometr.
Byłem pod wrażeniem, ale przyszedł czas na nowy cel - Maraton Wrocławski


Szczerze to śmieszy mnie trochę to, że ludzie najpierw kupują sprzęt, potem zaczynają trenować.
U mnie było zupełnie odwrotnie. W sumie to nadal można powiedzieć, że nie mam sprzętu :P

Z moich wydatków na bieganie do maratonu:
Xiaomi mi Band 3 - 100zł
Buty do biegania Adidas - 150zł 
Nerka z Decathlonu - 20 zł

W sumie bardziej obeznani w temacie zwrócą uwagę na tak tanie buty. Przecież do biegania, szczególnie tylu kilometrów potrzeba amortyzujących i lekkich, których w takiej cenie się nie kupi. W sumie do tej pory nie wiem czy nie wydać pieniędzy na tą droższą wersję sprzętu, ale wydaję mi się, że się powstrzymam. Ten maraton chcę po prostu przebiec :D Nie zależy mi na czasie, tylko na tym żeby ukończyć bieg. Następne cele już będą bardziej ambitne, ale dla mnie ten już i tak jest super duży. Mega się jaram :D

Mam nadzieję, że dam radę - został mi dokładnie miesiąc przygotowań. 
Trzymajcie kciuki i do zobaczenia w kolejnym poście. 
W nim może trochę rozpiszę się o swoim planie treningowym.


Pozdrawiam,
Bye

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Po nitce do kłębka - czyli o ustalaniu celów


Czym by było życie bez marzeń? Nie miało by większego sensu.
Dlatego tak ważne jest ustalenie ścieżki jaką chcemy podążać.
Bardzo niewiele osób tak robi, a przecież statek bez obranego kursu dryfuje po morzu i nigdy nie osiąga celu. 
Za namową pewnego jutubera około rok temu zrobiłem sobie listę 100 celów do osiągnięcia w najbliższym czasie. Oto lista tych, które udało mi się zrealizować:

  1. - kupić drona
  2. - czytać jedną książkę na tydzień,
  3. - uczyć się nowego języka,
  4. - nauczyć się medytować,
  5. - czytać biblię,
  6. - wejść na jakiś szczyt,
  7. - spędzać na komputerze tylko tyle czasu, ile trzeba do nauki,
  8. - nauczyć się podstaw grafiki,
  9. - kupić i nosić modne ubrania,
  10. - kupić kindle do czytania e-booków,
  11. - wziąć udział w półmaratonie,
  12. - założyć własny blog,
  13. - uczyć się programowania,
  14. - wstawać codziennie o regularnej porze,
  15. - jeździć bezproblemowo autem
  16. - zrobić coroczne badania kontrolne
  17. - umyć swoje okna,
  18. - zdrowo się odżywiać,
  19. - zapisać się na maraton
  20. - nauczyć się dróg w większych miastach,
  21. - mieć przepisy drogowe w jednym palcu,
  22. - wgłębić się w Marvela i Star Wars,
  23. - nauczyć się parzyć yerbe,


Teraz wiem, że przy ustalaniu celów ważny jest konkretny efekt oraz czas, jaki mamy na jego uzyskanie.
Dla przykładu źle sformułowany został m.in. cel zdrowo się odżywiać, ponieważ nie wiemy w którym momencie go możemy "odhaczyć" i uznać za wykonany. Należałoby zmienić go np. na taki:

do końca sierpnia zacznę samemu przygotowywać posiłki min. 3 razy w tygodniu. 

Jeżeli jemy na mieście często dajemy się skusić na coś niezdrowego. Wcześniejsze zakupy i przyrządzenie jedzenia samemu z pewnością ograniczy w pewnym stopniu ten problem.


Przy wypisaniu naszego celu równie istotne są nasze "motywatory", które pomogą nam wytrwać w okresie zwątpienia. Ja proponuję wyznaczyć min. 3.
Dla mnie przy zdrowym odżywianiu najistotniejszymi motywatorami były:

  1. Dobre samopoczucie każdego dnia,
  2. mniejsze ryzyko występowania chorób,
  3. więcej energii do działania.

Oczywiście możesz wypisać powodów więcej, ale trzy powinny stanowić fundament naszego celu. Póki co podzielę się z wami moim celami kwartalnymi, wraz z informacją o korzyściach jakie za sobą niosą.

Moje cele na najbliższe trzy miesiące wyglądają następująco:

  1. - nauczyć się dobrze gotować do końca sierpnia,
      mogę być bardziej samowystarczalny,
        nauczę się nowej umiejętności przydatnej w życiu,
          będę miał więcej tematów do rozmów z innymi ludźmi
  2. - schudnąć 3 kg do końca września (70 kg)
      bardziej widoczny kaloryfer,
        szczuplejsza cała sylwetka,
          zdrowszy organizm,
  3. - przeczytać książkę AutoCAD do końca sierpnia,
      podstawy nauki na przedmiot na moich studiach
        spróbowanie sił w programie z mojej branży
          zdobyć doświadczenie podczas pracy z programem, który może w przyszłości stanowić podstawę mojej pracy
  4. - przeczytać książkę HTML i CSS do końca września
    (nauka tworzenia stron internetowych),

      umiejętność która może się przydać w dalszym rozwoju bloga,
        zwiększe swoje kompetencję na rynku pracy,
          sprawdzę czy programowanie jest czymś dla mnie.
  5. - nauczyć się stać na rękach do końca września,
      bardziej atletyczna sylwetka,
        satysfakcja ze zdobycia ciężkiej umiejętności,
          wzmocnienie mięśni ramion
  6. - 10 nowych postów na blogu do końca sierpnia,
      konsekwentnie będę zyskiwał nowych obserwatorów,
        będę mógł bardziej wyrazić siebie na piśmie,
          zwiększenie mojej dyscypliny
  7. - nauczyć się pływać kraulem do końca października
      w przyszłości będę mógł wziąć udział w traitlonie,
        będę mógł być spokojniejszy o swoje życie na morzu,
          będę mógł przepłynąć o wiele szybciej dany dystans w wodzie
  8. - generować pierwsze zyski ze sprzedaży w internecie do końca września,
      będę już zdobywał doświadczenie na rynku,
        będę mógł odłożyć jakieś pieniądze do wydania bądź zachomikowania :D
          będę uczył się skutecznej komunikacji z klientem
  9. - kupić telefon do końca sierpnia,
      będę mógł dłużej użytkować telefon bez potrzeby denerwowania się o stan naładowania baterii (obecny telefon ma bardzo mało pojemną baterię),
        będę mógł liczyć przebiegnięty dystans podczas moich treningów z opaską mi band 3
    (obecny telefon ma zepsuty GPS)
          będę mógł pobawić się nowym oprogramowaniem i interfejsem telefonu
  10. - kupić samochód do końca września
      będę mógł jeździć samochodem do Wrocławia (szkolić się w jeździe, zarabiać na współpodróżnikach)
        będę miał pojazd zarejestrowany na siebie, aby naliczały mi się składki,
          będę bardziej bezpieczny na drodze niż przy dotychczasowych autach.

    To tyle odnośnie moich celów. Za 3 miesiące napiszę posta odnośnie tego jak poszło mi ich realizowanie. W tym poście dowiedzieliście się jak w praktyce wygląda wyznaczanie celów i zachęcam was niezmiernie do zrobienia podobnej listy, do tej którą ja utworzyłem. Widzimy się w następnym poście. Do zobaczenia.

    Bye :D


czwartek, 1 sierpnia 2019

Planowanie dnia



W poprzednim poście mówiliśmy sobie co nieco odnośnie organizacji czasu, a dziś weźmiemy na tapetę to, jak ten czas zorganizować w ciągu całego dnia.

Parę miesięcy temu rozpocząłem planowanie dnia, niestety z niezbyt pozytywnym skutkiem.

Łapałem się na tym, że mimo zaplanowanych czynności zamieniałem jedną z drugą oraz przeciągałem przyjemniejszą dla mnie czynność, aby mniej czasu przeznaczyć na tą, która przychodziła mi trochę ciężej.

W konsekwencji przestałem rozpisywać plan, bo nie trzymałem się go i powróciłem to planowania dnia "na oko".

Od paru tygodni powróciłem do tego systemu i dopiero dostrzegłem w nim niezmierne korzyści.


 Zalety planowania dnia:
- lepsza organizacja czasu
- znajdowanie czasu na wszystko co dla nas najważniejsze.
- wykonanie więcej zadań w krótszym czasie,
- zwiększamy swoją dyscyplinę,
- zwiększamy pewność siebie i poczucie własnej wartości,
- nie tracimy czasu na głupoty,

Wady planowania dnia:
- zmęczenie psychiczne brakiem wolnego czasu,



Tylko tę wadę znalazłem, bardzo możliwe że jest ich więcej.
Można się tej wady w łatwy sposób pozbyć dodając około 2h w terminarzu na tzw. "czas wolny"

Ja swój dzień dzielę najczęściej na segmenty godzinowe. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale najczęściej dane czynności wykonuje np. od 8:00 do 9:00.
Stosuję zasadę parowania zadań, czyli właśnie w danym bloku czasowym znajduję czas na dwie czynności, ponieważ jedna może mi zająć 40 min, druga 20 min w zależności od nastawienia i humoru.

Na zrobienie planu poświęcam maksymalnie 15 min dziennie, tylko radzę wykonać tą czynność dzień wcześniej, żeby od samego rana ruszyć "z pełną parą" :D

Oczywiście najdłużej zajmie nam pisanie planu dnia, gdy mamy dzień wolny. Rzecz ma się zupełnie inaczej, gdy musimy iść do pracy.
Wtedy w moim wypadku wypada z planu mi około 9 godzin, co odejmując 7 godzin  na spanie i 2 godziny na powiedzmy posiłki pozostawia tylko 6 godzin na organizację czasu.
Mało? Zdecydowanie nie.

W tym czasie możemy uczyć się angielskiego (30 min), pójść na siłownię (2 godziny), pobiegać (1 godzina), czytać książkę (1 godzina) zrobić sobię drzemkę (30 min) a i tak zostanie nam cała godzina na obejrzenie odcinka ulubionego serialu :D Brzmi świetnie? To dlaczego tak nie robimy :/

Poniżej podam wam przykładowy (dzisiejszy) plan dnia, którego póki co się trzymam i mam nadzieję, że dotrwam w tym do końca. Postaram się częściej dodawać wpisy na blogu, przez wytworzenie nawyku codziennego ( o ile nie mam pracy) znajdowania czasu na rozwój tego bloga.





Do zobaczenia,
Bye

poniedziałek, 29 lipca 2019

Organizacja czasu


W dzisiejszym poście chciałbym poruszyć tak bardzo ważny aspekt rozwoju osobistego, jakim jest organizacja czasu. 

Jest to bardzo ważna umiejętność, zwłaszcza w okresie, w którym wszelkiego rodzaju aplikacje i reklamy są zbudowane w taki sposób, aby przykuć jak najdłużej naszą uwagę. 
Organizowanie czasu pozwala takim "bezmyślnym przeglądaniom internetów" zapobiegać.

Każdy człowiek ma ograniczoną ilość zasobów czasowych w podobnych ilościach, jednak nie każdy potrafi go rozsądnie zużytkować. 
Jedni mogą poświęcić go na wspomniane wyżej "zapychacze" czasu,
podczas gdy bardziej produktywni ludzie potrafią w tym czasie nauczyć się nowych słówek z angielskiego, pójść na siłownię czy pobiegać na świeżym powietrzu. 

To tylko i wyłącznie od ciebie zależy jak te 24 godziny dziennie zużyjesz i jakie to będzie niosło konsekwencje w przyszłości.

Często ludzie mówią "chciałbym, ale nie mam czasu", z tym że końcówka tego wyrażenia jest nieprawdą. Czas masz, tylko nie potrafisz nim odpowiednio zarządzać, jest to umiejętność możliwa do nauczenia tak samo jak choćby gotowanie.

Kluczową rzeczą w organizacji czasu jest zaplanowanie dnia, abyśmy wiedzieli jaką ścieżką powinniśmy podążać, by zbliżać się coraz bardziej do naszych celów. O tym jak to robić dowiecie się w kolejnym poście.

P.S. W sobotę nie znalazłem czasu na wpis na blogu, z powodu pomocy w żniwach mojemu tacie. Na szczęście mimo trudności udało mi się napisać  ten post w innym terminie. Następny planuję na sobotę więc trzymajcie kciuki żeby się udało ;) 
Bye

sobota, 20 lipca 2019

Siła nawyku


Nawyk często kojarzy nam się z negatywnymi objawami wykonywania jakiejś czynności - np. palenia papierosów, jednak istnieją również pozytywne nawyki i to właśnie o nich chciałbym skupić się w tym poście.

Nawyk to wspaniała umiejętność naszego mózgu, który dzięki powtarzaniu danej czynności potrafi ją na stałe wpleść do naszej codziennej rutyny. Siła nawyku jest o tyle duża, że najtrudniej jest w nim wytrwać na początku, według badań około 21 dni. Mniej więcej tyle potrzeba, aby dany proces (np. poranne wstawanie) stało się dla nas czymś automatycznym, o którym nawet nie musimy myśleć, gdy zaczynamy to robić. 

Jak we wstępie wspomniałem istnieją nawyki pozytywne jak i negatywne. Postaram się przybliżyć kilka przykładów obu tych grup.

Nawyki negatywne:
- palenie papierosów,
- niezdrowe odżywianie (fast foody, słodycze itp.)
- nie dbanie o higienę osobistą,
- powtarzanie ciągłych drzemek przy wstawaniu,
- siedzenie i skrolowanie tablicy na facebooku,

Jak widać negatywne nawyki istnieją zarówno w sferze uzależnienia (z którego o wiele ciężej jest wyjść) jak i jako potencjalnie niegroźne przyzywyczajenie, jednak to co ich różni to moment, w którym odczuwamy negatywne ich skutki następuje dopiero po jakimś okresie. W chwili wykonywania tej czynności możemy czuć ulgę, bądź zadowolenie z chwilowej przyjemności. 

Nawyki pozytywne
- brak nałogów
- zdrowe podejście do odżywiania
- pielęgnowanie obszaru higieny osobistej,
- wczesne wstawanie wraz z pierwszym budzikiem,
- skupienie się tylko na ważnych i rozwijających aspektach mediów społecznościowych.

W tym wypadku przedstawiłem przeciwności opisanych wcześniej negatywnych nawyków. Każdy z nas chciałby je posiadać (przynajmniej zdroworozsądkowy człowiek), lecz nie każdy potrafi włożyć od siebie odpowiednią pracę, aby te nawyki utrzymać. W tym wpisie podam receptę jak to zrobić.

Z góry uprzedzam, że nie będzie łatwo i dobrze wiem, że słowa, które możecie tutaj przeczytać nie wpłyną na to, że sytuacja z waszymi nawykami ulegnie zmianie. Najważniejsze jest nie słuchanie jakiś "motywujących" tekstów, ale wdrożenie ich przekonań w życie.

A więc jak się za to zabrać? Najważniejszym elementem jest brak pośpiechu. Wiele ludzi rozpoczyna jakieś postanowienie z przekonaniem:
"wszystko albo nic"
"no pain, no gain"

Ale takie podejście do niczego nie prowadzi.

W nawyku najważniejsza jest wytrwałość i częstotliwość powtarzania, aby mógł stać się on naszą codziennością, a nie okazjonalnym powtarzaniem, "od nowego roku" bądź "od jutra", z tym że to jutro często odwleka się tygodniami i miesiącami.

Dobra, więc wiemy już, że do dobrze zaplanowanego nawyku potrzeba wytrwałości, ale czy to wystarczy? Jeśli głębiej się nad tym zastanowić to tak, ale nie każdy nawyk tak łatwo wdrożyć, jak nam się wydaje, a do tego potrzebny jest nasz silnik napędowy, czyli motywator.

Nie, nie mam tu na myśli oglądania motywujących filmów czy często pustych, nic nie wnoszących haseł mających na celu pobudzić naszą chęć działania do zrobienia jakiejś czynności.
Istotnym punktem motywatora jest świadomość po co dany nawyk chcemy stosować.

Weźmy na tapetę nawyk zdowego podejścia do odżywiania.
Nasza dieta do tej pory bazuje na szybkich, kupnych daniach, najczęściej wysoko przetworzonych, które w zasadzie są smaczne, więc po co je zmianiać? Oto nasze powody zdrowego stylu życia:
- lepsza praca całego organizmu i efektywniejsza wydajność pracy mózgu,
- nasz organizm nie jest zasilany w takim stopniu szkodliwymi substancjami, dzięki czemu możemy dłużej żyć i być bardziej odpornym na różne choroby związane ze zwiększonym spożyciem cukru, tłuszczy typu trans czy też innej "chemii" dostarczonej nam przez przetworzone produkty.
- dzięki ograniczeniu bardziej kalorycznej żywności możemy stracić kilogramy, co pozytywnie oddziałuje na nasz wygląd zewnętrzny,
- mamy większą pewność siebie w kontaktach z innymi ludźmi,
- mamy dużo energii i więcej chęci do życia,

To tylko część korzyści, które udało mi się wymyślić w związku ze zdrowym odżywianiem.
Teraz już wiemy, że żeby dany nawyk wyrobić nie tylko musimy się na niego zdecydować, ale także musimy mieć odpowiednie "paliwo" które doda nam sił w momencie zwątpienia, a tym paliwem jest nasz motywator, który pomoże nam cięższe momenty przetrwać.

To tyle w dzisiejszym wpisie, kolejny (mam nadzieję) pojawi się już w przyszłym tygodniu, o ile wytrwam w swoim postanowieniu. Zobaczymy czy mój pozytywny nawyk cotygodniowego publikowania artykułu na dobre wejdzie do mojej codzienności, czy będą musiał ponieść porażkę.
Nie martwcie się moje motywatory też są głęboko uzasadnione, więc do zobaczenia za tydzień :D

Bye


wtorek, 9 lipca 2019

Z dyscypliną na bakier - czyli kilka słów o prokastrynacji



Prokastrynacja to dosyć ciężkie słowo, jednak zostało one rozpopularyzowane w ostatnim czasie przez wiele mediów. Czym właściewie ta prokastrynacja jest i jak się objawia?

Według wikipedii jest to zwlekanie, czy też ociąganie się  – tendencja, utożsamiana z odwlekaniem, opóźnianiem lub przekładaniem czegoś na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia.

A według mnie to nic innego, jak odkładanie spraw na później ;)



Istnieją dwa zasadnicze rodzaje prokastrynacji, dzieli się ona m.in. na:

  • deadlinową - czyli taką, że nie ruszymy konkretnej sprawy, póki nie będziemy wiedzieli, że już to zrobić "musimy", bo np. do jutra musimy dostarczyć jakiś raport.
    Doświadczenie podpowiada nam, że lepiej zacząć robić to wcześniej, lecz jakaś nieznana nam siła wciąż trzyma nas w objęciach fotela komputerowego, bądź wymyśla wszystkie inne wymówki i czynności do zrobienia, byle tylko nie zabrać się za to, co jest dla nas bardziej priorytetowe.

  • nie posiadającą deadlinu - ta jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ możemy w niej tkwić niebagatelny okres czasu, a żadna siła z zewnątrz nie popycha nas ku zmianie tego stanu rzeczy. Ta prokastrynacja związana jest np. z wciąż przebywaniem w toksycznej pracy, czy nie zebraniem się do pójścia do dentysty już od 3 lat. 


U mnie ten drugi typ występował i występuje nadal jeśli chodzi o wpisy na tym blogu. Ostatni i zarazem pierwszy post ukazał się w marcu... a mamy już lipiec!!! 
To może po części obrazować skalę problemu.
Z postami jest o tyle dobrze, że czynność ich pisania pojawia się cyklicznie, co oznacza, że mogę, a nawet bardzo chcę i zamierzam wpleść nawyk codziennego pisania zawsze na początku moich poranków. Ale do nawyków przejdziemy już w kolejnym poście.
Póki co zaznajomiliśmy się pokrótce z tematem prokastrynacji, który prawie tak samo jak dyscyplina jest bardzo istotny w naszym codziennym rozwoju i stawaniu się coraz lepszą wersją siebie.

Do zobaczenia w kolejnym wpisie :D

Bye

poniedziałek, 18 marca 2019

Dyscyplina


Witajcie drodzy czytelnicy :D 




Dziś do tablicy wywołamy takie pojęcie jak "dyscyplina"


Jak dobrze wiecie nasz czas jest ograniczony i tylko od nas zależy jak wykorzystam każdą naszą dobę. Brzmi jak tandetny cytat z temysli.pl ale niestety taka jest prawda. 

Każdy ma marzenia w życiu, ale niestety nie każdy potrafi spiąć dupsko i po nie sięgnąć.
Odkładamy na potem rzeczy, które moglibyśmy zrobić teraz, jednak wciąż czekamy na ten właściwy moment. Czekamy na motywację.

I wiecie co? Okazuje sie, że motywacja g*wno nam da.

Może i jest fajna ale tylko przez chwilę,

może i działa ale tylko przez krótki czas.

Potrzeba nam dyscypliny, aby pomimo przeciwności losu wziąć się wreszcie za to, 
na co tak długo czekamy. 

Wyrabianie dyscypliny jest bardzo ważną umiejętnością
 i bez niej nie da się w dobry sposób zarządzać czasem. 

Dzięki dyscyplinie nie planujesz każdego dnia gdy ci się zachcę, tylko robisz to codziennie,

wbrew sobie, 

wbrew nastrojowi, 

wbrew pogodzie, 

czy wbrew gorszym sytuacjom, które w naszym życiu także mają miejsce.

To tyle słów wsparcia ode mnie
Bye